Nie tyle dbać co przywrócić to co się przerzedziło (czyt.wypadło) .
Upolowałam w końcu jantarową odżywkę tak zachwalaną na blogach, że aż płakałam z niemocy dostania tego cuda a tu proszę...koło mojej pracy w malutkiej perfumeryjce stało sobie rządkiem parę buteleczek :) i tak chwała mi za opamiętanie i nie wykupienie wszystkich.
Kurację po przeanalizowaniu paru tematów włosowych postanowiłam zrobić nietypowo a mianowicie po mojemu czyli przez najbliższe 3 miesiące będę używać:
1. zamiast szamponu - mydło marsylskie (obowiązkowo płukanka po umyciu czyli woda z octem winnym)
2. odżywka Jantar
3. maseczka z żółtek i nafty naprzemiennie z seboradinem w ampułkach.
Po trzech miesiącach albo będą efekty albo polecę po perukę jeśli skalp wyleci do końca.
Jantara oczywiście już mam, po mydełko lecę jutro do Franciszka a seboradin leży w szufladce kupiony miesiąc temu ale no... no właśnie, no nie było czasu, samozaparcia, chęci (niepotrzebne skreślić). Teraz być musi wszystko na raz bo pisanie tu jakoś mnie bardziej do czynu motywuje :)
A teraz pora na kąpiel i masło czekoladowe Palomy - bosko pachnie, muszę mu to przyznać....mmmhhmm
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz